środa, 29 grudnia 2010

Swięta Unplugged



Tu jeszcze z prądem ;)



Wszędzie na blogach poświąteczne posty. Piękne Wigilie, piękne zdjęcia . Masa prezentów.Ja dziś przedstawię coś na kształt Opowieści Wigilijnej pt. "Świeta Unplugget "
Moje święta nieco odbiegały w tym roku od tego sielankowego obrazka.Juz same przygotowania były dla mnie ciezkie. Męża nie bylo, wiec sama na wiosce, bez auta z dzieciakami ... Na zakupy pojechalam 2 dni przed swietami,sąsiedzi byli tak uprzejmi ,ze zabrali mnie do wiekszego sklepu cobym z glodu w swieta nie padla ;). Choinke kupowalam dzien przed wigilią. Kolejny sąsiad ulitował sie nad samotną kobietą , do wyboru miałam 2 choinki.... ale ważne że wogóle jakaś jest....
O 5tej rano w Wigilie moj mąż wyruszył jak sie okazało w dość niefortunną podróż do domu... Najpierw na lotnisko.Z Holandii do Dortmundu...Nikt jeszcze wtedy nie wiedział ,ze żadnego lotu nie będzie. Na lotnisku na początku wyglądało ,ze wszystko dobrze się skończy, loty nieco opóżnione, ale będzie ok... Niestety szybko okazało się ,że loty odwołano, wszystkie i to na najbliższe 3 dni. Ja byłam już w lekkiej histerii i ostatnie godziny przed Wigilią spędziłam na szlochaniu...
Około godziny 13tej zaczęły się kolejne atrakcje... prąd wyłączał się i włączał na przemian żeby ostatecznie wyłączyć sie na amen w okolicach godziny 14tej....akurat byłam napalić w piecu , więc ręce miałam delikatnie mówiąc usmolone od węgla...u nas brak prądu oznacza równocześnie brak wody, bo nie działają hydrofory które pompują do nas wodę... ręce umyłam w śniegu, bo tego akurat u nas nie brakuje. W piecu bez prądu równiez sie nie pali, bo nie działa pompa i dmuchawa i w piecu gaśnie...
O 15tej przyjechali do mnie goście... Zaniepokojeni brakiem prądu pytają czy to dlugo tak , i czy u mnie na wsi to normalne ,ze prąd wyłączają w swieta...no nienormalne... ale cóż , myśle sobie włączą pewnie niebawem...
Nie włączyli...Swiece wszystkie jakie mielismy w domu pozapalane, całe szczęście kominek mamy , więc z zimna równiez nie popadaliśmy. W międzyczasie miałam relacje z podróży męża , który postanowił nie czekać na lotnisku tylko próbował dojechac do domu innymi środkami komunikacji... W ostatniej chwili zdążył na pociąg do Berlina,gdzie potem miała być przesiadka na kolejny do Szczecina. Niestety w Berlinie okazało sie , ze z powodu warunkow atmosferycznych pociągu nie ma, zaproponowano hotel, z którego mój mąż skorzystał , pospał do 4tej i uznał wraz z towarzyszami niedoli ,ze trzeba ruszać dalej. Zorganizowali taksówki , które dowiozły ich do Szczecina.W Szczecinie po kilku godzinach załapali się na pociąg , który w końcu zawiózl ich do Gdańska. (oczywiscie nie obeszlo sie bez opoznien postojow i tym podobnych atrakcji. W Boże Narodzenie dojechał do Gdańska, ale zeby nie było tak pięknie nasze auto zgodnie z moimi przewidywaniami odmówiło posłuszeństwa po miesiącu stania na mrozie śniegu i deszczu... Ostatecznie mój mąż zawitał do domu w pierwszy dzień świąt przed 21szą , wraz z prądem, który ku uciesze wszystkich zebranych mniej więcej w tym samym czasie pojawił się w domu...
Az wstyd w jakim stanie strudzony podróżnik zastał dom... ;) zimno , wszystkie naczynia, talerze , szklanki brudne, żona też nieco umorusana , dzieci również nie pierwszej świeżości.... ;)) Oj długo będziemy te święta wspominać...
Ale najważniejsze ,ze w koncu razem. Z małym poślizgiem , ale co tam... No i rozbrajaące słowa naszego synusia na widok Taty; TAAATOOOO WRÓÓCIIIŁEEEŚ!!!!











Przypomnialo mi sie! W związku z brakiem auta wysyłka buteleczek nieco się opóżni. muszę czekać na jakąś dobrą duszyczke , która dowiezie mnie wraz z paczuszkami na pocztę .... czekajcie więc cierpliwie... :) :)

17 komentarzy:

  1. Ważne, że święta w komplecie, a co tam prąd :-)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. no to byly swieta z przygodami. dobrze ze nikomu nc sie nie stalo.co tam nieswierza zona i balagan najwazniejsze jak powiedzial stasiu tato wrociles. to bedzie sie pamietac .a reszta no coz kazdemu kiedys musi sie zdarzyc wigilijna noc ;)taka prawdziwa tylko dobrze ze mieliscie co jesc.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekna ta opowiesc! Domyslam, ze nie bylo Ci do smiechu! Ale to zakonczenie...lzy mi pociekly!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Choinka piękna, śnieg za oknem, syna "Tato wróciłeś' i jak tu Łezkę nie uronić współczuję Ci. ale cóż, takie jest życie.Życzę Wam, nigdy więcej takich Świąt;-)))
    Ja spędziłam w życiu sporo wigilii tylko z dziećmi, bo mąż w morzu albo na służbie.

    OdpowiedzUsuń
  5. dzielna jesteś ... podziwiam ...
    Twój mąż też zmagał się z trudnościami ...
    i udało się i byliście w Święta razem ...
    i to się liczy i ten okrzyk syna "tato wróciłeś" ... rekompensuje wszystkie trudy ...

    OdpowiedzUsuń
  6. No to widzę, ze faktycznie święta z przebojami.
    U nas tylko na chwilkę zabrali prąd i się nieźle wystraszyliśmy.
    Gratuluję ci dzielna dziewczyno !!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesiu nie wiesz jak Wam zazdroszczę Świąt rodzinnych, nie ma to jak wszyscy w komplecie. Mąż miał trudną podróż ale dotarł... my niestety nie mielismy takiego szczescia,
    Cieszcie się sobą jak najdłuzej!
    pozdrawiam poswiątecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę kochana, ze te chwile udowodniły Ci , na czym polega prawdziwa magia świąt- nie świecidełka, nie potrawy ,nie udekorowany dom,czy błyszcząca choinka, ale prawdziwa bliskość i miłość- MAGIA ŚWIĄT:) I tej magii życzę na cały następny rok.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzieki dziewczyny za miłe słowa.Asiu, Oj nie było mi wtedy do smiechu, ale juz jest ok.Mój mąż to nawet żartuje sobie, ze Wigilia nam się przesunęła ... ;) i mamy niby dluzsze swiata.
    Basiu , mysle ,ze gdybym od razu wiedzial,ze meza nie bedzie na wigilii to zniosłabym to lepiej. a tak czekałam i się nie doczekałam...
    Dorotko! Co się stało? wiem, ze mieliście wyjezdzać, czyżby kłopoty z samolotami zepsuy Wasze plany?ale chyba byłaś z mężem?? To zawsze razem...

    OdpowiedzUsuń
  10. prawie jak w filmie, z tą różnicą, że film się ogląda w tv siedząc wygodnie na kanapie :)
    a na poważnie, to nie zazdroszczę, bo ja bym wpadła w histerię, szczególnie, że kominka nie mam :)
    wszystko dobrze się skończyło i to najważniejsze
    teraz cieszcie się sobą i .... prądem :D
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie, klimatycznie, no i ten konik na biegunach- cudowny jest. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. tak jest, takie Swieta zapamieta sie na zawsze, ale najwazniejsze, ze wszystko dobrze sie skonczylo!
    buziole
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  13. najważniejsze,że mąż dotarł,choć wyobrażam sobie te nerwy i współczuję .
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  14. kochana
    Co tam prąd, nieumyte gary, ważne, ze jesteście razem, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2011, nie wszystkie smutki i problemy pójdą precz !!!
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  16. Najlepszego w Nowym Roku!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Doskonale Cię rozumiem, niestety z Brukselii też nie dało się dolecieć:( Jak delegacja zimowa, to pod warunkiem, że dzieci do teściowej - wtedy ja sama morduję się ze śniegiem, paleniem w piecu albo brakiem prądu...Tobie zwaliło się wszystko i współczuję...w przeciwieństwie do tych od wiecznie ciepłych grzejników wiem co to pompa i dmuchawa haha:))
    Pozdrawiam, posyłam "moc" w KW i spełnienia marzeń:)

    OdpowiedzUsuń