czwartek, 6 stycznia 2011

Centrum Dowodzenia





Tak nazywa mój mąż kolejny z moich kącików. Ja , jak nie pod schodami to w kącie siedze, czyli tak jakby ciągle "za kare" ;)
Jako ,ze nie ma w moim domu pokoju przeznaczonego na gabinet , czy biblioteczke czy jak by to inaczej nazwać , musiałam wygospodarować odrobine powierzchni w salonie , no i padlo na kąt. W zasadzie wygląda juz prawie tak jak bym chciała. Jedynie kolor scian,firanka ( cale szczescie ,ze jej na zdjeciu prawie nie widać;))i ogromna ilosc kabli pod stolikiem to rzeczy , które zdecydowaie mnie rażą. O ile kolor ścian w niedalekiej przyszłosci , za sprawą moich pracowitych rączek ulegnie zmianie , o tyle na kable nie mam pomysłu i nie wiem jak pozbyć się tej szpecącej plątaniny...


Poustawialam sobie dzisiaj w moim centrum dowodzenia tzw pierdółki i obfotografowałam , tradycyjnie ze skutkiem "srednio na jeża " ;)
Rame okienną oczywiscie mój ukochany wytargał , z jednego z Gdańskich śmietników :)) To co w ramie pouwieszałam to juz moje tworki powtorki ...
Serduszko dzis powyginałam z rączki od wiaderka z farbą i owinęłam papierowym sznurkiem :)





stolik to ten ktory pokazywałam w jednym z letnich postów. szlifowałam go kilkakrotnie ale niestety smary i oleje tak głeboko wsiąkły w drewno ,ze pozostalo jedynie pomalowanie go stylem przeze mnie nazywanym "na byle jak" bo i tak farba odchodzi , co z resztą moim zdaniem daje bardzo fajny efekt. Krzesła zostały potraktowane w ten sam spodób i tak mogę spokojnie dowodzic .....
Mam nadzieję ,ze uda mi się jeszcze upiekszyc nieco ten fragmencik domu, ale powoli ...
Dziekuje Wam za komentarze , cieplutko pozdrawiam i wszystkiego dobrego zycze :)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Kwiatki sratki ....

Witam sie w Nowym Roku.
O nocy sylwestrowej to nie mam za bardzo co pisać. W dużej części przespalam ten wieczór , miałam przerwe o 12tej na calusa dla męża i zyczenia, a potem przerwy były na tulenie mojego szkraba który gorączkował całą noc ...
Pierwszy raz w zyciu coś sopbie postanowiłam. Nigdy wczesnie nie mialam zadnych postanowien noworocznych. Tym razem mam nadzieje ,ze to dobra okazja do zmobilizowania sie . W zasadzie priorytety sa trzy. Pierwsze to schudnąć. I to jest chyba najtrudniejsze.... Druga rzecz to zrobić prawo jazdy. Nie lada to dla mnie wyczyn , bo musze pokonać moje lęki i fobie, ale myśle ,ze ostatecznie jest to do zrobienia.Co prawda wiąże sie to tez ze sporym wydatkiem finansowym , ale ja Bozia da to pieniazki sie znajdą ....
Trzecie postanowienie, to wlasciwie marzenie. Chciałabym wytrwać w blogowaniu , i mieć dość pomysłów i konsekwencji w ich realizowaniu ,zeby mieć co pokazywać ;)) Mam nadzieje,ze się uda. Chociaż jak będe miała taki zapał jak dziś , to cieńko to widzę...
Leń straszny mnie dopada , robić się nic nie chce , a jak już coś wymyśle to jest tak atomowe ,ze poza moim zasięgiem. ;)
Dzis dałam sobie wielkiego kopniaka i zaciągnęłam się do filcowania. Powstały trzy kwiatowe broszki. Ta pierwsza szara na zamowienie dla kolezanki .Pozostale nie maja jeszcze celu ale moze zostawie je dla siebie a moze do kogoś powędrują. Tradycyjnie zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia. Chyba musiałabym iść na kurs fotograficzny ,zeby w końcu jakieś zdjęcie wyszło mi zadowalająco...;) Najbliżej oryginalu wygląda ta szara , a reszta to tak prawie .. haha
No i musze sie Wam do czegoś przyznac. Nie do końca jest prawdą, ze te filcowanki to tylko moja robota.... z resztą zobaczcie same....






Pozdrawiam Was cieplutko i dziekuje za odwiedziny, i za wszystkie miłe słowa i zyczenia jakie dostałam od Was . Buziole!